Wielka Środa 2020

Drodzy Przyjaciele Wspólnoty Chrześcijan w Polsce, 

oto dochodzimy na naszej wewnętrznej drodze przez Wielki Tydzień do środy. I teraz łatwo zauważamy, że droga ta dzieli się nie tylko formalnie, ale i duchowo na dwa różne od siebie etapy. Środa jest swego rodzaju przełomowym momentem.

Wcześniejsze dni: niedziela, poniedziałek, wtorek – mimo, że tak różne mają wiele wspólnego. W Niedzielę Palmową rozpoczyna się Wielki Tydzień wkroczeniem Chrystusa do Jerozolimy, co z kolei powtarza się wielokrotnie w następnych dniach. Za dnia przebywa Chrystus Jezus w Świątyni, mówi i naucza, odpiera wrogie ataki uczonych w piśmie. Noce zaś spędza poza murami miasta, w Betanii w domu Marii Magdaleny, Marty i Łazarza (Mt. 21,17,18).

Również wydarzenia w pierwszych dniach Wielkiego Tygodnia są zdominowane przez podekscytowany tłum i rozemocjonowane grupy ludzi jak faryzeusze i uczeni w piśmie u których indywidualna osobowość ukrywa się za zasadami i prawem grupy i dlatego żadna z tych osób nie jest nazwana po imieniu.

Od Wielkiej Środy przechyla się waga w drugą stronę. Do tej pory przebiegały kolejne dni podobnie – jeszcze nic nie zostało zadecydowane – od środy zaczyna się wszystko toczyć w przyspieszonym tempie; szybciej i dramatycznie rozgrywają się różne wydarzenia zbliżają się do ich świętego celu na Golgocie.
Po raz ostatni wkracza Chrystus w środę do Jerozolimy i już do śmierci nie opuszcza miasta.

Od tego momentu pojawiają się na scenie tego „dramatu misteryjnego” osoby nazwane po imieniu. One odegrają w następnych dniach decydującą rolę. Trzej uczniowie, którzy zawiodą w ogrodzie Getsemane, arcykapłani Annasz i Kajfasz, Piłat – Rzymianin, który ma władzę, aby skazać albo uwolnić Jezusa – aż po bezinteresownych pomocników jak Józef z Arymatei. A nawet pozornie nieważne postacie jak Malchus sługa arcykapłanów (Jan 18, 10). Wszyscy oni są nazwani po imieniu, a to z kolei oznacza, że oni ponoszą odpowiedzialność za to, co się zdarzy i sami są częścią tych wydarzeń.

Ta zasada zaczyna działać w środę. Tego dnia pojawia się dwójka diametralnie różnych od siebie ludzi, z których każdy na swój sposób czyni coś, co przygotowuje śmierć Chrystusa na krzyżu:
 
Maria Magdalena, która wylewa z alabastrowej czary na głowę Chrystusa kosztowny, wonny olej. Niezadowolonym uczniom, zarzucającycm jej rozrzutność, zwraca Chrystus uwagę, że byli właśnie świadkami przygotowującego Go na śmierć sakramentu. I, że ten jej czyn pozostanie na zawsze w pamięci świata.
 
Z drugiej strony Judasz, który swojego duchowego nauczyciela wydaje w ręce świeckiej władzy, a swym czynem przechodzi do historii chrześcijaństwa jako zdrajca. I, co najdziwniejsze, że i jego czyn był konieczny, aby mogło się dokonać Misterium Śmierci i Zmartwychwstania.
 
Jego postępowanie możemy próbować sobie wyjaśnić, jako chęć sprowokowania Chrystusa, aby sam uwalniając się magicznie z rąk oprawców udowodnił wszystkim, że jest prawdziwym królem Izraela. A ból skruchy Judasza, o której mówi Ewangelia jest jednocześnie gorzkim rozpoznaniem własnego błędu i nierozpoznaniem właściwej misji Chrystusa jako zewnętrznie „bezsilnego” Boga.
 

Wielkotygodniowa środa daje nam możliwość zwrócenia dobrych myśli w stronę zagadkowej postaci Judasza.
 
Micheal Gerasch

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *