2 Niedziela Wielkanocy – Poranna godzina chrześcijaństwa 

Obrzęd Uświęcania Człowieka świętujemy zawsze przed południem, dopóki słońce porusza się w górę, ponieważ ten ruch słońca przypomina nam godzinę, w której Chrystus powstał z grobu. Kiedy na horyzoncie rozbłyska pierwsze światło, kiedy potem tarcza słońca staje się większa i uwalniając się od horyzontu unosi się coraz wyżej, wtedy proces ten dociera i przemawia do naszego najgłębszego wnętrza. Czyż nie jest to pełne pocieszenia i cudowne, gdy gwiazda niebieska pojawia się każdego ranka po tym, jak przed tym wieczorem znika za obciążoną ziemią? Czy moglibyśmy się w równy sposób uwolnić od naszych własnych ucisków i biedy?

Ale istnieje różnica pomiędzy tym, w jaki sposób słońce wstaje, a tym jak Chrystus powstał z grobu. On wyszedł też wprawdzie czysty i niezmącony z ciemności, ale kto go spotkał- kobiety, jego uczniowie- zauważył, że nie został on niedotknięty niesamowitym, budzącym grozę królestwem, przez które przeszedł. On nosił rany na swoim ciele. To były jeszcze ślady wieczoru. Jego zachód słońca był ukrzyżowaniem. Potem nastała długa noc śmierci, która trwała od piątku aż do wielkanocnego poranka. Ale, gdy nastała pierwsza jasność nad ziemskim grobem, wtedy duch Chrystusa, jeszcze promieniująco czysty i niewinny, jak przy jego zejściu, nie uwolnił się jak tarcza słoneczna od horyzontu. On nie poruszał się stromo i ostro do góry w stronę nieba, lecz pozostał związany z ziemią.  To co błyszczało i świeciło, to wcale nie był on sam, lecz dziwne kolorowo błyskające chmury, które wznosiły się wraz z nim i otaczały go jak ubranie- co to było? To były części ziemi, to była przemieniona ciemność, na piękno przetopione cierpienie i przekształcona śmierć. To było do niego przymocowane. On nie przeszedł bez dotknięcia, tak jak słońce naturalnie nie dotyka ciemnej masy planety ziemskiej przechodząc nad nią, lecz stanął przeciwko mocom zła. Walczył z nimi w wymiarze, który przekracza zdolność naszego pojmowania. Wina ziemi i wola niszczenia upadłego księcia ciemności łącząc się rzuciły się na niego. On przezwyciężył przeciwników, ale nie tak, że on ich swoją boską mocą strącił w jeszcze głębsze otchłanie świata, lecz tym, że wystawił się ich nienawiści, pozwolił wyrządzić sobie wszystko możliwe do pomyślenia zło i przy tym oświecił ich, tylko popatrzył przepromieniowując ich i przegrzewając swoim łagodnym i mocnym spojrzeniem. Przez to położył zaczątek dla zbawienia zła. Jako wynik tego, wyniósł z ciemności śmierć w przekształconej postaci.

Co to jest zmartwychwstanie? Ona oznacza, że śmierć i życie zostaną razem stopione. Ona nie oznacza, że dusza opuszcza umierające ciało i jak nieśmiertelna istota porusza się kierunku nieba tak, jak wschodzące słońce, co u nas ludzi przez długie okresy czasu jeszcze musi tak być, lecz ono polega na tym, że ziemskie ciało ze wszystkimi swoimi organami, również wraz z twardą substancją kostną, ze szkieletem zmarłego, który go wspiera od środka, zostanie przekształcone w nieśmiertelną świetlistą postać.

Przy ukazaniu się Zmartwychwstałego, jak to ono zostało nam przedstawione w ewangeliach, przeżywamy, że już nie ma rozdzielenia duszy od tego ciała, i jakiego rodzaju był wschód słońca o poranku poranka wielkanocnego: Chrystus stał się jednym z ziemią, tak że ta od tej pory sama krok po kroku może przeistoczyć się w słońce. Ona może przeistoczyć się w tym stopniu, w jakim ludzkość ziemska pojmie czyn zbawienia i mu w tym pomoże. Ziemia stanie się podobna słońcu, jeśli my ludzie, każdy na swoim miejscu, ze wszystkich sił będziemy zachowywać się według jego przykładu, tzn. będziemy starać się jak On, nie dążyć do oderwania się od ziemi, nie tęsknić do góry, ażeby tam w wyższym świecie po drugiej stronie szukać świętości- jeśli się postaramy nie zaniedbywać zadań na tym świecie, lecz cierpliwie, sumiennie i ochoczo pracować i wytrwać tam, gdzie jesteśmy. I jeśli stanie się ciężko, jeśli ogarną nas wątpliwości, wtedy otrzymamy od Niego wszystkie siły, których nam brak. Wtedy potrzebujemy zwracać się tylko znów i znów ku duchowemu wschodowi naszej Ziemi, ku porannej godzinie chrześcijaństwa, ku podnoszącej się z grobu nowej postaci ludzkiej, ażebyśmy się ogrzali i wzmocnili szczególnym połączonym już z Ziemią słonecznym światłem, które odtąd do nas świeci i żebyśmy się przy tym uznali zawsze od nowa w każdym dniu naszego życia- tak, jak nazywa się to w wersach Goethego- ”Godnie tamtejszego wysokiego spojrzenia działać i w jego świetle się przekształcać”.

Franz-Heinrich Himstedt
Tłumaczenie: Tomasz Klimek

|12 kwietnia, 2026|Rozważania|