Zesłanie Ducha Świętego

Samość jako knot płomienia miłości

Zesłanie Ducha Świętego kieruje nasze myśli ku światłu i ogniowi — ku światłu poznania oraz ogniowi miłości. Duch Święty przyniósł apostołom poznanie i miłość. Był wielkim Nauczycielem. Dzięki Niemu nauczyli się rozumieć to, czego dokonał i co wycierpiał Chrystus, Syn Boży. Rozpoznali, że w Jego czynach i cierpieniach wypełniły się zapowiedzi dawnych świętych Pism. Duch Święty przypominał im słowa wypowiedziane przez Syna. Przypominał im także czyny Słowa Świata. Przez Słowo wszystko zostało stworzone. Duch Święty rozświetla pamięcią całą przeszłość. Pozwala dostrzec duchowe prowadzenie ludzkości. Ujawnia czerwoną nić rozwoju ludzkości i Ziemi. Duch Święty objaśnia istotę Ojca oraz działanie i cierpienie Syna.

Przynosząc poznanie, jest zarazem Pocieszycielem. To, co niezrozumiałe, wycierpiane i zagadkowe, staje się zrozumiałe. Widzialne stają się prawa i konieczności. „Czyż Chrystus nie musiał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?” (Łk 24,26). Dzieło odkupienia nie jest możliwe bez cierpienia. Zatwardziałości, ciemności i opory, które powstały w toku rozwoju, muszą zadawać ból duchowi odkupiającemu. Jedynie przez ofiarę możliwa jest przemiana.

Duch Święty napełnił uczniów i uczennice ogniem miłości. Dzieje Apostolskie mówią: „I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzielały, i spoczęły na każdym z nich” (Dz 2,3). Jeden ogień udziela się każdemu. Każdy staje się w szczególny, indywidualny sposób nosicielem tego samego duchowego ognia. W dniu Pięćdziesiątnicy dokonuje się cud tworzenia chrześcijańskiej wspólnoty. Indywidualne dusze ludzkie zostają obdarowane przez Ducha. Każda dusza czerpie i otrzymuje z tego źródła Ducha na swój własny sposób. A ponieważ jest to jedna prawda, z której czerpią, mogą się wzajemnie rozumieć, mogą osiągać zgodę co do najistotniejszych pytań, zadań i celów. Wspólnie przeżywana prawda i miłość prowadzą do powstania pierwszej chrześcijańskiej wspólnoty. Duch Święty poznania i miłości — który jest także Duchem Ojca i Syna — buduje chrześcijańską gminę i chrześcijański Kościół. Chrystus posyła ludziom Ducha Ojca. Ojciec, Syn i Duch są współtwórcami chrześcijańskiej wspólnoty ludzkiej.

Jedna z modlitw Zesłania Ducha Świętego wzywa nas abyśmy ujrzeli płomienie. Widzimy na ołtarzu siedem świec. Ministrant zapala je, przekazując innym ogień swojej płonącej świecy. Każda otrzymuje z jednego ognia swój własny płomień. Ogień jest wspólny wszystkim, lecz każdy pojedynczy płomień płonie, migocze i porusza się w sposób szczególny. Każdy ma zapewne również własny stopień ciepła. Także blask światła każdej świecy jest subtelnie odmienny. Prawdopodobnie nie istnieje na świecie ani jeden płomień identyczny z innym.

W jednym z wierszy Christiana Morgensterna czytamy:

„Spośród dwóch róż jedna pachnie inaczej niż druga róża.”

Nawiązując do tego, możemy powiedzieć:

Spośród dwóch płomieni jeden płonie inaczej niż drugi płomień.

Płomienie są więc cudownie wymownymi obrazami naszych indywidualnych dusz ludzkich. O nich również można powiedzieć: „Spośród dwóch dusz jedna objawia się inaczej niż druga dusza.” A jednak każda dusza może zostać zapalona jednym ogniem Ducha. Każda może stać się nosicielką ognia i światła Ducha, nosicielką poznania i miłości.

Do świecy należy wosk gotowy stopić się i spłonąć w ogniu. Należy do niej także knot, który może unieść płomień. Knot również daje się spalać, lecz posiada bardziej wytrwałą moc trwania niż wosk. Przez pewien czas opiera się rozpadowi, a właśnie dzięki temu daje płomieniowi oparcie i punkt zaczepienia.

Także człowiek potrzebuje w życiu ziemskim pewnej egoistycznej siły samoutwierdzenia, aby stać się istotą samodzielną. Jednak samolubne „ja” powinno stać się knotem, na którym może płonąć płomień miłości. Musi ono we właściwej mierze utrzymywać siebie, a we właściwej mierze pozwalać Duchowi się przemieniać i „spalać”. W ten sposób płomienie świec na ołtarzu ukazują nam nasz ludzki ideał: być „ja”, które płonie w duchowym ogniu miłości.

„Przywołanie” Ducha Świętego

W czasie Pięćdziesiątnicy wspominamy Ducha Świętego, którego Chrystus posłał od Ojca do ludzkich dusz, aby dusze te mogły założyć chrześcijańską wspólnotę i chrześcijański Kościół. Duch Święty jest Duchem Ojcowskiej Podstawy, jak mówi nasza epistoła na Zesłanie Ducha Świętego. Jest jednak również Duchem Syna, Duchem Chrystusa.

Chrystus musiał zniknąć z oczu uczniów poprzez Wniebowstąpienie. Jego trwała, bezpośrednio oglądana obecność duchowo-duszna stałaby się dla nich zbyt potężna. Nie mogliby w pełni rozwinąć swojej ludzkiej samodzielności i pełnej świadomości „ja”. Dlatego Zmartwychwstały musiał przejść do niepostrzegalnego sposobu istnienia. Z tej rzeczywistości posłał im Ducha Świętego — Ducha niewidzialnego — który nie naruszał ich własnej świadomości „ja” ani wolnego rozwoju człowieczeństwa.

W Duchu Świętym Chrystus znów był przy nich, ale w taki sposób, że mogli oni w pełni rozwijać swoje „ja”, a zarazem ich „ja” zrzuciły wszelką ciasną samolubność i mogły połączyć się we wszechobejmującej miłości ku wspólnocie. Ten sam ogień miłości płonął w ich sercach, lecz rozświetlał się także indywidualnymi płomieniami nad poszczególnymi głowami.

W drugiej z naszych modlitw Zesłania Ducha Świętego mówi się, że Chrystus „przywołał” Ducha Świętego. Przyprowadził Go blisko ludzkich dusz. Możemy tu również pomyśleć o słowach Jana Chrzciciela, że Królestwo Niebieskie się przybliżyło.

Niegdyś ludzkość i Ziemia żyły jeszcze całkowicie w łonie boskości. Następnie oddzieliły się od niego. Było to konieczne. Musiała zostać stworzona ziemska scena, na której samodzielne duchy ludzkie mogłyby się rozwijać. Jednak przez to oddzielenie ludzie żyli teraz daleko od Królestwa Niebios, daleko od rajskiego świata Słońca. Również Chrystus nie był już blisko nich.

Lecz „gdy nadeszła pełnia czasu”, kiedy ludzkość i Ziemia popadły w wielką niedolę, Bóg posłał swego Syna. Słowo stało się ciałem. Chrystus przyjął postać człowieka. Duchowe Słońce zaczęło ponownie łączyć się z Ziemią. Królestwo Niebieskie zbliżyło się do ludzkich dusz. Święty Duch Boży został przez stawanie się Chrystusa człowiekiem „przybliżony” Ziemi i ludzkości; Chrystus mógł odtąd być przy ludzkich duszach w czysto duchowy sposób.

To dokonało się w dniu Zesłania Ducha Świętego i odtąd trwa nadal w chrześcijańskim nurcie duchowym.

Willy Nüesch
Tłumaczenie: Anna Kruczek

|24 maja, 2026|Artykuły|