Płomienie
Królestwo składa się z wielu osób — rodziny królewskiej, sług, doradców i licznych poddanych. Każdy z nich pełni inną, a jednak ważną rolę. Podobnie jest z naszą duszą: i ona jest jak królestwo, zamieszkane przez wiele postaci. Dzisiejszego czytania z Ewangelii możemy słuchać jako opowieści o tym, co dzieje się, gdy ludzkie serce słyszy wezwanie Boga.
W naszych sercach jest król, władca naszego losu. Wie, że Syn Boży chce poślubić nasze serce. Dlatego przygotowuje ucztę weselną: nadszedł czas zaślubin. Jednak inne postaci w naszej duszy nie chcą się ku niemu zwrócić. Są zbyt głęboko zaangażowane w nasze życie zewnętrzne. A jednak wesele musi się odbyć. Dlatego władca naszego losu może być zmuszony do zniszczenia tego, co przeszkadza nam w uczestnictwie. W ludzkim życiu może to oznaczać chorobę albo stratę. Odcinając zbyt silne skupienie na sprawach wyłącznie ziemskich, król naszego losu daje wtedy innym postaciom, innym zdolnościom naszego serca, tym „na rozstajach dróg”, możliwość uczestnictwa. Zaproszenie kierowane jest najpierw do wszystkich — „złych i dobrych”, bez rozróżnienia. Wszystkie nasze zdolności zostają zaproszone do uczestnictwa w zjednoczeniu tego, co ludzkie, z tym, co boskie.
A jednak król naszego serca musi ostatecznie rozpoznać, co w nas jest gotowe na te zaślubiny. Tym, czego nie można dopuścić, tym, co w istocie na dłuższą metę samo siebie wyklucza, jest niechęć do przyjęcia boskiego daru i przyobleczenia nim serca. Człowiek z przypowieści usłyszał wezwanie; przyszedł, ale odmówił zmiany. Nasza odmowa zmiany czyni nas niezdolnymi do uczestnictwa. Tracimy więź z tym, co boskie. Bowiem Syn, Oblubieniec, którego mamy poślubić, jest naszym własnym stawaniem się, naszym rozwojem, naszą ewolucją. Król w nas wie, które części nas nie są jeszcze gotowe, by w pełni uczestniczyć. Wie też, że pozwalanie niegodnym elementom mieszkać w sercu szkodzi zaślubinom z Synem. Muszą one zostać wypalone, często poprzez cierpienie.
Poeta Rilke mówi:
Są ogrody stworzone przez królów…
A teraz wszystkie ogrody zapadają w ciszę…
i powoli płoną w płomieniach jesieni.
Za ogrodem wciąż połyskuje pałac…
milczący, cierpliwy,
gotowy pozwolić odejść.
Błogosławieni są ci, którzy nigdy się nie odwrócili
i błogosławieni są ci, którzy stali spokojnie w deszczu.
Do nich należeć będzie żniwo; dla nich będą owoce.
Cindy Hindes
Obraz: The Wedding Feast, Eugene Burnand
Opracowanie: Grzegorz Kozioł
