Epifania w historii i współczesności

Tekst kapłana Wspólnoty Chrześcijan Eberharda Kurrasa, opublikowany pierwotnie w miesięczniku „Die Christengemeinschaft”, powstał w połowie XX wieku. Epifania ukazana jest w nim jako żywy proces objawienia, który dotyczy także współczesnego człowieka. Publikujemy ten tekst jako pomoc do pogłębienia przeżycia okresu Epifanii.

Tekst ten stawia współczesnemu człowiekowi pytanie o kierunek, odwagę i wewnętrzne prowadzenie.

Od dłuższego czasu święta chrześcijańskie świętowane są jako wspomnienia. Wspomina się określone wydarzenia, które niegdyś dokonały się jako fakty historyczne. W ten sposób uwzględnia się jednak tylko jedną część rzeczywistości związanej ze świętem. Inną jej częścią jest duchowa aura, która unosi się ponad leżącymi u jej podstaw wydarzeniami historycznymi i z której wciąż na nowo wypływają impulsy do nowego kształtowania świąt. Tak jest również ze świętem Epifanii. W dziejach chrześcijaństwa wystąpiło ono dotąd w dwóch formach i obecnie poszukuje trzeciej.

W pierwszych stuleciach historii Kościoła pierwszym świętem w rytmie roku nie było obchodzone dziś Boże Narodzenie, lecz święto Epifanii. Do połowy IV wieku to ono stanowiło początek roku chrześcijańskiego. Jego charakter w pełni odpowiadał nazwie, pod którą było wówczas znane — nazwie, która w kultach i misteriach starożytności miała szczególnie uroczyste brzmienie i niosła ze sobą doniosłą treść duchową. „Epifania” oznacza zbliżenie się nadzmysłowego objawienia, stawanie się widzialnym nadziemskiego blasku, który wypływa z objawienia istoty boskiej i ma na celu oświecenie ludzkiego ducha. Epifanię obchodzono 6 stycznia jako święto chrztu w Jordanie, jako wkroczenie boskiej istoty Chrystusa w historycznego człowieka, Jezusa z Nazaretu, a następnie jako święto cudownego przeżycia gwiazdy i hołdu Trzech Króli. Główne znaczenie tego święta nie polegało zatem na fakcie wyłącznie ziemsko-fizycznym, lecz na rzeczywistości metafizycznej; świętowano tu nie tylko to, co historyczne, lecz także to, co ponad-historyczne.

Od połowy IV wieku zaczęto natomiast obchodzić święto Bożego Narodzenia, i to dnia 25 grudnia. Znamienne jest, że stało się to na Zachodzie, i to najpierw w Rzymie. Nie spoglądano już wówczas na „Epifanię”, na blask ducha istoty pochodzącej ze świata nadzmysłowego, która przynosi ludzkości najwyższe objawienie, lecz na wcielenie fizyczno-historycznego człowieka, na narodziny określonego ziemskiego dziecka. W ten sposób starsze święto Epifanii, ze swym nadzmysłowo-kosmicznym charakterem, zeszło na dalszy plan na rzecz bardziej uchwytnego wydarzenia ziemskiego. I chociaż do dziś w szerokim zakresie obchodzi się je jeszcze jako echo właściwego święta Bożego Narodzenia, jako święto Trzech Króli ze Wschodu, to jednak nie świętuje się już w istocie ponadzmysłowego przeżycia, dzięki któremu trzej Mędrcy Wschodu nawiązali duchową więź z istotą Chrystusa, lecz raczej fakt, że odległe kręgi ludzkości zostały włączone w zbawczy nurt chrześcijaństwa Zachodu.

Również w obrębie Kościoła ewangelicko-protestanckiego właściwa treść dawnego święta Epifanii nie została podjęta ani dalej rozwijana. O ile w ogóle jest ono dziś jeszcze obchodzone, przybiera najczęściej charakter święta misyjnego, w którym wspomina się jeszcze nienawróconych, świat pogański.

W ten sposób jedno z najważniejszych świąt dawnego, jeszcze „wiedzącego” chrześcijaństwa utraciło swój pierwotny sens i straciło swą moc oddziaływania.

***

Pierwotny impuls święta Epifanii nie został wyczerpany. W teraźniejszości przygotowuje się trzecia faza. XX wiek stoi w historii w punkcie zwrotnym o znaczeniu światowym. Dawna mądrość wielokrotnie mówiła o tym, że ludzkość od około 3000 roku przed Chrystusem, na skutek odwrócenia się od życia w sferze ponadzmysłowej, weszła w epokę duchowego zaciemnienia, określaną mianem „Ciemnego Wieku”. Wiedziano, że po upływie pięciu tysiącleci epoka ta dobiegnie kresu, że nastąpi po niej „Wiek Światła” i rozpocznie się czas nowych, wielkich objawień.

Kto ogarnia spojrzeniem XX wiek i rozpoznaje, że pomimo katastrofalnych wydarzeń dziejowych wyższy świat ponownie się otworzył oraz że pojawiły się prądy duchowe, dzięki którym rzeczywistość ponadzmysłowa stała się na nowo doświadczalna, ten wie również, iż współczesność jest epoką nowego objawienia — erą wschodu nowego blasku ducha, duchowo-religijnej „Epifanii”. XX wiek jest wiekiem Epifanii.

***

Jeśli tak jest, muszą się w teraźniejszości ujawniać także inne znamiona faktu Epifanii. W przeszłości mądrzy kapłani-królowie ze Wschodu wędrowali do Palestyny, przynosząc rodzącemu się w judaizmie chrześcijaństwu najgłębszą mądrość pozostałego świata jako własny dar. Ten nurt, który wówczas połączył się z chrześcijaństwem i który byłby zdolny przeniknąć wielkie wydarzenia czynów Chrystusa głęboką, światowo doświadczoną mądrością i poznaniem jasnowidzącym, nie doszedł w rozwoju Kościoła do pełnego wyrazu — z wyjątkiem chrześcijaństwa aleksandryjskiego, które jednak bardzo wcześnie zostało wyeliminowane z dziejów Kościoła. Od stuleci chrześcijaństwu brakowało mędrców i mądrości Wschodu; w następstwie tego coraz bardziej traciło ono rzeczywiste duchowe przewodnictwo nad rozwijającą się ludzkością. Jeśli jednak ma ono dążyć do tego, by stać się religią całej Ziemi, będzie musiało w formie odpowiadającej współczesności ponownie przyswoić sobie mądrość Wschodu.

W czasach współczesnych po raz pierwszy od epoki odważnego duchowo chrześcijaństwa aleksandryjskiego Klemensa i Orygenesa, które łączyło głęboką pobożność z mądrością Wschodu, pojawiła się nowa forma religii chrześcijańskiej, zawierająca w sobie dary i zdolności „trzech Mędrców ze Wschodu”. Dziś trzej Mędrcy przeszli ze Wschodu na Zachód i stoją teraz pośrodku chrześcijaństwa.

Wspólnota Chrześcijan jest pierwszą formą religijną nowej epoki, w której zachodnia pobożność i odrodzona mądrość Wschodu łączą się w sposób organiczny. To połączenie, które istniało już na początku, musi z konieczności dziejów świata zostać ponownie odnalezione, jeśli nasza religia nie ma wypaść z biegu rozwoju i ostatecznie zniknąć z Ziemi. We Wspólnocie Chrześcijan, która ponownie przywraca znaczenie zjawiskom ponadzmysłowym oraz ludzkiemu poznaniu, żyje odnowiona pobożność epifanijna.

***

Do cech współczesnej sytuacji epifanijnej należy jeszcze coś innego. Friedrich Nietzsche, który zmarł w roku 1900, powiedział niegdyś o przyszłości, że będziemy musieli nauczyć się „żyć niebezpiecznie”, gdyż ma to być znakiem nadchodzącej epoki. To, co Nietzsche przeczuwał, stało się w naszym stuleciu rzeczywistością. Nie tylko przełomowe wydarzenia dziejowe, lecz także dominujące dziś kierunki życia ukształtowały tę sytuację współczesnego człowieka.

Można też powiedzieć: „król Herod” powrócił. Nie był on przypadkową postacią historyczną, lecz należał do konieczności losu pierwotnego chrześcijaństwa, a nawet chrześcijaństwa jako takiego. W jego osobie ucieleśniał się niepowstrzymany popęd do niszczenia tego, co żywe. Ewangelia wspomina jego najokrutniejszy czyn — zabicie najbardziej niewinnych istot, dzieci betlejemskich.

Ten „fałszywy król” jest obecny także dzisiaj. We wszystkich obszarach naszego istnienia — a nawet w obrębie samego życia religijnego — działają obecnie siły, które usiłują zgładzić najbardziej obiecujące dziecko XX wieku, najżywszy zalążek stawania się naszych czasów: impuls nowego życia duchowo-religijnego. Tylko ten ocenia teraźniejszość w sposób odpowiadający rzeczywistości, kto przyswoił sobie epifaniczne poznanie, że dziś żyć jest niebezpiecznie — a najniebezpieczniej: być prawdziwym chrześcijaninem.

***

Święto Trzech Króli nie mogłoby powstać, gdyby nie zostało wywołane przez wydarzenie, które przekracza zwykłą świadomość. Jego źródłem jest wyższe przeżycie: duchowo oglądana gwiazda, istota i świat nadzmysłowy.

W naszym XX wieku, w którym – po powstaniu historycznego chrześcijaństwa i po zakończeniu „Ciemnego Wieku” – świat duchowy po raz pierwszy znów objawił się w pełnym blasku, przed ludzkością pojawiła się nowa gwiazda ducha. Ludzie współcześni doświadczyli, że w obszarze naszego życia duszy ukazała się istota duchowa, która prowadzi, jakiej w dawnych czasach nigdy nie byliśmy tak blisko; istota, która przyszła z dalekich przestrzeni światów i pragnie wskazywać nam drogi ku przyszłości. Jaśnieje ona w pogłębionym przeżyciu wewnętrznym jako najjaśniejsza gwiazda na duchowym niebie i bywa doświadczana jako geniusz ludzkości, który w naszym obecnym czasie przełomu chce objawić się w nowy sposób. W tym objawieniu gwiazdy Chrystusa zawarta jest największa pomoc dla naszego stulecia.

Do najważniejszych wewnętrznych zadań człowieka współczesnego należy zajmowanie się obrazem i istotą tej Gwiazdy. Kto wprowadza ten obraz w swoją medytacyjną modlitwę i przez dłuższy czas oddaje się mu w skupieniu, zostaje dzięki temu w wyjątkowy sposób wzmocniony w swojej prawdziwej sile Ja. Gwiazda już jako sama tylko wyobrażeniowa forma należy do najpiękniejszych obrazów istoty, która posiada najgłębsze wewnętrzne centrum, z którego wysyła jasne promienie i nimi przenika całe otoczenie. Za gwiazdą Chrystusa stoi jednak rzeczywistość w całej swej pełni. Kto wiąże się z tym prawzorem naszych czasów, stopniowo pozyskuje coraz więcej siły Ja, potrzebnej w naszej epoce, by móc przeciwstawić się wielorakiemu i wciąż narastającemu działaniu mocy przeciwnych. Gwiazda umacnia to, co w nas najlepsze.

Przyjęcie Gwiazdy do naszej duszy nie powoduje jednak jedynie przemiany naszego wnętrza. Zmienia się także bieg naszego życia. Mówimy przecież o tym, że nad ludzkim losem może panować zgubna „zła gwiazda”. Wskazuje to na to, że nad biegiem naszego życia powinna w istocie przejąć prowadzenie gwiazda. Gwiazdą przewodnią ludzkości jest gwiazda Chrystusa. Gdy człowiek przyjmuje tę Gwiazdę w swoje Ja, przemienia się również bieg jego losu. Odnajduje on drogi, którymi powinien kroczyć, i które — mimo wszelkich zagrożeń naszych czasów — pozwalają mu osiągnąć cel istnienia.

Z jednej strony musimy wiedzieć, że żyjemy w epoce „niebezpieczeństwa”. Z drugiej strony właśnie dla nas obowiązują słowa Hölderlina: „Gdzie jest niebezpieczeństwo, tam wzrasta także to, co ratuje”. Rosnące zagrożenie i niosąca ocalenie pomoc stanowią napięciowe znamiona naszych czasów.

W tej sytuacji właściwie przeżywane święto Epifanii, z jego wysokim objawieniem duchowym i wskazującym drogi przewodnictwem losu, mogłoby stać się dla nas wielką pomocą.

Eberhard Kurras

|19 stycznia, 2026|Artykuły|