Msza i Obrzęd Uświęcania Człowieka

Msza i Obrzęd Uświęcania Człowieka Pochodzenie i znaczenie. Próba uzasadnienia

Autor: Lothar Peinemann

Słowo wstępu

W obliczu głębokiej ciemności płomień jednej małej świecy może zdać się niewiele znaczący. Ale siłę jego światła może docenić i poświadczyć każdy, kto w jego blasku przechodził przez mrok i komu ona zgasła.

W pierwszej połowie XX wieku to poczucie narastającej ciemności i potrzeby żywego światła wzrastało w sercach wielu mieszkańców Europy. Życie wymagało zmian na płaszczyźnie politycznej, ekonomicznej i społecznej. W obliczu ciężkich doświadczeń wiele obszarów życia wymagało przewartościowania. Życie religijne było jednym z nich. Budziło się pragnienie poznawania najwyższej Duchowej Istoty w poszanowaniu człowieczej godności i niezależności. W Niemczech działał w tym czasie Rudolf Steiner jako uznany filozof, społecznik i naukowiec. Grupa młodych studentów teologii zwróciła się do niego z pytaniem, o możliwość odnowienia życia religijnego. To, jak i kolejne pytania dały możliwość do wielu głębokich rozmów, spotkań i wykładów. Stało się jasne, że odnowienie chrześcijańskiej drogi religijnej musi opierać się oraz wypływać z wolności i odpowiedzialności każdego pojedynczego człowieka i jego indywidualnego związku z Chrystusem. Grupa ponad czterdziestu teologów ewangelickich i katolickich ze znanym i popularnym w Niemczech teologiem Friedrichem Rittelmayerem na czele oraz z pomocą Rudolfa Steinera powołała do życia w 1922 roku Wspólnotę Chrześcijan z Obrzędem Uświęcania Człowieka – drogą religijnego rozwoju dającą możliwość poznawania i przyznawania się do Chrystusa i do własnego duchowego pochodzenia.

Niezależnie od czasu i miejsca każdy człowiek dla orientacji w świecie, świecie własnego wnętrza i tym nas otaczającym potrzebuje światła; światła, które jak płomień świecy, rozjaśnia mrok.

Niniejsza publikacja może być ciekawą lekturą dla ludzi znających już różne formy mszy i chcących odnajdywać w nich punkty wspólne i różnice. Tekst bowiem szuka prawdziwych źródeł życia kultowego. Dla tych zaś, którzy szukają i w swej otwartości są zainteresowani nową formą życia kultowego być może stanie się iskrą, od której rozpali się wewnętrzny płomień.

Anna Kruczek

Lothar Peinemann jest emerytowanym kapłanem Wspólnoty Chrześcijan w Niemczech. Artykuł ten ukazał się w latach 1986 do 1988 w Zeszytach Flensburskich.

Nowy i stary obrzęd liturgiczny

Kto dopiero co poznaje Obrzęd Uświęcania Człowieka, nabożeństwo Wspólnoty Chrześcijan, spotyka w nim formę życia liturgicznego, która początkowo może wydać się mu obca, ponieważ człowiek spotyka się z rzeczywistością liturgii. Szczególnie w północnych Niemczech, gdzie istnieje wielowiekowa tradycja protestanckich nabożeństw opartych głównie na nauce i kazaniach, wielu ludzi nie znajduje właściwego dostępu do obrzędu liturgicznego. Natomiast w obszarze wpływów katolicyzmu obrzędowość liturgii jest znana ludziom, ponieważ przez kościół, szczególnie w postaci mszy, jest odprawiana od stuleci.

Jakie są najważniejsze cechy obrzędu liturgicznego?

Jest to zrytualizowana, na stałe wyznaczona struktura słów, która ma wiążący charakter. Obrzęd liturgiczny jest, można by rzec, nienaruszalną świętą rzeczywistością. Dlatego też nie może być odprawiany przez każdego kapłana w inny sposób, niż we wspólnie ustalonej, obowiązującej formie.

Do kultu jednak należy też jego zewnętrzny kształt, a więc kultowe przedmioty, jak kielich, kadzielnica, świece ołtarzowe i obraz, antypendium, barwne szaty kapłańskie a także gesty i ruch, które towarzyszą przebiegowi rytuału religijnego. Wszystko to należy do stałej, niezmiennej zawartości kultu.

Te cechy formy obrzędowej znawca rzymsko-katolickiej mszy odnajdzie w Obrzędzie Uświęcania Człowieka i powie sobie: to jest tak, jak w kościele katolickim. Ludzie pojawiający się pierwszy raz na Obrzędzie zwracają uwagę na to pokrewieństwo. I jest w tym coś prawdziwego. Jednak związek, jaki zachodzi pomiędzy rzymską Mszą a Obrzędem Uświęcania Człowieka, musi być bardzo dokładnie uchwycony, by nie rozpowszechniać jednostronnego poglądu, że Wspólnota Chrześcijan względnie Rudolf Steiner podstawową strukturę swojego „nowego” nabożeństwa zapożyczył od katolicyzmu i nadał jej jedynie zmodernizowaną formę.

Zanim to rozważymy, chcielibyśmy zadać podstawowe pytania: po co właściwie jest nabożeństwo w zrytualizowanej formie? Dlaczego nie może być odprawiane inaczej, bardziej żywo i spontanicznie? Rytuał ma obecnie dla wielu ludzi w sobie coś zastygłego, a widzialna zewnętrzna strona rytuału religijnego jest często postrzegana tylko jako dekoracja, jeśli nie nawet przeżywana jako teatr. Tak może się łatwo stać, gdy uczestnik sam jeszcze spogląda od zewnątrz na to ceremonialne wydarzenie. Dla niego niezmienne formy kultu jeszcze nie zostały wypełnione sensem. Ale jaki sens, jakie znaczenie, i jakie życie skrywa się w pozornie zastygłym rytuale?

Istota liturgii

Przy dalszym zagłębianiu się w obrzęd kultowy (mszy czy Obrzędu Uświęcania Człowieka) zauważa się bardzo szybko, że w istocie składa się on z samych próśb. Jest jedną, wielką modlitwą. Modlitwą, nie luźno sformułowaną, wypływającą z chwili; lecz taką, która jest wlana w stałą strukturę „ciała słowa”. Do tej cielesności należą też wspomniane przedmioty, gesty, szaty i kolory, poprzez które wewnętrznie przeżyte procesy w czasie modlitwy nabierają zewnętrznego kształtu.

Jak powstaje i jaki ma sens taka „liturgiczna cielesność” dla odmawianej we wspólnocie modlitwy? Wyjaśnijmy to na podstawie głównej modlitwy chrześcijaństwa, Ojcze Nasz. Jak wiadomo modlitwa ta została ustanowiona przez samego Chrystusa. Sięga początków chrześcijaństwa, i mimo to nikomu nie przyszło do głowy, że układ słów modlitwy jest przestarzały czy skostniały. Przeciwnie, doświadczenia chrześcijaństwa w ciągłym obcowaniu z tą modlitwą pokazują, że nadana jej forma może się wciąż na nowo wypełniać życiem, o ile będzie ona praktykowana z właściwą wewnętrzną postawą. Tak dana postać i struktura tej głębokiej pra-modlitwy ułatwia i wspomaga nasze wznoszenie się do „Ojca w niebiosach”.

Od czego to zależy? Przecież możemy modlić się dowolnie i indywidualnie wybranymi słowami. Lecz słowa „Ojcze Nasz” pochodzące od Chrystusa, nie wyszły z ograniczonej świadomości ziemskich ludzi, ale jej wewnętrzną spójność zawdzięczmy wyższej świadomości. Są one tak dobrane i zestawione, że modlący się nimi wyzwala się od subiektywnej stronniczości i skrępowanego ograniczenia. Obiektywnie aktualne duchowe słowa tej modlitwy pomagają człowiekowi przekroczyć granice siebie samego i wprowadzają go w świat, z którego pochodzi. – To jest właśnie sensem wszystkich modlitw i form kultowych powstałych z wyższej świadomości ducha. Ludzkość zawdzięcza je oświeconej świadomości świętych, boskim posłańcom albo wtajemniczonym. Do tych wspomnianych modlitw przynależą również mantry stosowane w medytacji.

Co możemy powiedzieć z pewnością o „Ojcze Nasz”? To, że ta modlitwa, jak i chrześcijańska msza święta, która dla obecnych czasów, w swojej odnowionej postaci nazywa się Obrzędem Uświęcania Człowieka, ma swój początek pochodzący z objawienia ducha. Kiedy i jak powstała zatem msza? Gdzie leżą jej początki?

Obrzęd ofiarny jako doświadczenie religijne

W swoim zarodku Msza jest obrzędem ofiarnym. Jego pierwotna idea sięga najwcześniejszych doświadczeń religijnych ludzkości. Przypatrując się dokładniej, jest to idea dwóch oddziaływujących na siebie ofiar, ofiary składanej przez człowieka oraz boskiej ofiary. One służą za podstawę tego pradawnego religijnego obrzędu.

Zawsze zaczynał się tym, iż kapłan składał na ołtarzu lub kamieniu ofiarnym zewnętrzną, widzialną ofiarę, jako wyraz ofiary przeżytej wewnętrznie. Składano w ofierze zwierzęta, płody ziemi, rozpalano ogień i kadzidło. Te obrzędy ofiarne zawsze, przez towarzyszące im modlitwy, wyrażały uczucia, które żyły w duszach ludzi składających ofiarę. A te uczucia można by przedstawić w ten sposób: ziemia jest dana do dyspozycji ludziom przez Boga jako przestrzeń wolności dla naszego dalszego rozwoju. Z daleka od boskiego „nadzoru” i bezpośredniej ingerencji Boga możemy rozwijać tu własne ja przechodzące przez wszystkie pomyłki, błędy i słabości. Bóg w tej człowieczej przestrzeni wolności, tutaj na ziemi, nie używa swojej wszechmocy lecz przeciwnie, rezygnuje z niej dla rozwoju wolnej woli człowieka. Człowiek, jako „mniejszy bóg świata” rządzi według swego upodobania w tej pozbawionej Boga swobodnej przestrzeni.

I jeśli teraz nieprzymuszeni złożymy Bogu ofiarę, znaczy to, że stworzymy przez pełne uwielbienia i czci skierowanie sił duszy ku Bogu naszą wolną przestrzeń wewnętrznej bezinteresowności, w którą Bóg może znowu wstąpić. Z głębi własnej świadomości wzywamy go w pozbawionym boskości ludzkim świecie. I potwierdzamy to zewnętrznie ofiarując część tego, co posiadamy, aby poświęcić to Bogu na ołtarzu. To jest pierwsza część obrzędu Mszy dokonana przez człowieka. – Jeśli przywołany Bóg przyjmie ofiarę, to odpowie na nią manifestacją swojej woli. Bóg wysłuchując prośby człowieka uobecnia swoją istotę, objawia swoją boskość na miejscu ofiarnym, która może być doświadczona przez wewnętrznie przygotowanych uczestników obrzędu.1 – Bóg wysłuchując prośby o uwidocznienie swojej istoty, sam składa przez to ofiarę. „Wychodzi z siebie” i ofiarowuje się schodząc z wyżyn boskości w głębię ziemi.

Tak poprzez te spotykające i splatające się kroki ofiarne, mogą się na powrót odnaleźć dwa rozdzielone światy: świat ludzki i świat boski. Dochodzi do zjednoczenia, do „communio”. Liturgia ofiarna buduje most nad przepaścią pomiędzy dwoma obszarami bytu. W dawnym Rzymie kapłan był nazywany pontyfikiem2. Myśl o obydwu splatających się ofiarach leży u podstawy chrześcijańskiej mszy jako jej wewnętrzna struktura. Ta boska myśl jest właściwą istotą mszy.

Pochodzenie chrześcijańskiej mszy

Powstanie chrześcijańskiej eucharystii, zarodka wszystkich późniejszych form mszy, zostało zapoczątkowane poprzez samego Chrystusa i dokonało się poprzez dwa impulsy, dwa decydujące kroki.

Pierwszy jest zewnętrznie udokumentowanym zdarzeniem: ostatnia wieczerza w „coenaculum” w Wielki Czwartek. Tym czynem Chrystus przejął tradycję dawnego żydowskiego rytuału Paschy, wypełniając go jednak całkiem nowym, uniwersalnym znaczeniem. Żydowska wieczerza Paschy upamiętniająca wyjście ludu izraelskiego z Egiptu była świętem skierowanym całkowicie na przeszłość. Dzień przed tym wydarzeniem, na polecenie Jahwe, każda żydowska rodzina składała ofiarę z jagnięcia, a drzwi naznaczano jego krwią. Krwawy znak przymierza z Bogiem ochraniał te domostwa kiedy nocą anioł śmierci przechodził ulicami miasta. Ofiarna krew baranka stawała się zapewnieniem ratunku przed zgubą. Na upamiętnienie tej szczególnie ważnej nocy każdego roku na święto Paschy składano w ofierze i spożywano w Izraelu tysiące jagniąt.

W tej starej formie ofiarnej umieścił Chrystus ceremonię Ostatniej Wieczerzy, nadając jej w Wielki Czwartek, zupełnie nowe znaczenie. On sam jest teraz Barankiem Bożym, którego krew „zostanie przelana za wielu dla uratowania od choroby grzechu.”

Historycznie ta boża ofiara dokonała się jeden raz w Wielki Piątek – jako „fakt mistyczny”1 powtarza się za każdym razem podczas odprawiania mszy kiedy konsekrowane wino i chleb przemieniają się w ciało i krew Chrystusa. Tak przez Chrystusa w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek został ożywiony strumień boskiej ofiary, który od tego czasu płynie dalej. Z punktu widzenia protestantyzmu przede wszystkim wielkopiątkowa ofiara Chrystusa złożona jest raz na wszystkie czasy i odtąd niepowtarzalna. Według tego podejścia dzisiejsze nabożeństwo eucharystyczne jest tylko symboliczną pamiątką spotkania w wieczerniku. W przeciwieństwie do tego Msza i Obrzęd Uświęcania Człowieka są rzeczywistym uobecnieniem Chrystusa, są dalszym tworzeniem mistycznej cielesności Zmartwychwstałego.

Drugi ważny krok, przez Chrystusa ustanowionej eucharystii, jest ukrytym, pełnym tajemnic i nieudokumentowanym procesem. Dokonał się jako głębokie, sekretne nauczanie kręgu uczniów poprzez działającego po zmartwychwstaniu w duchowym ciele Chrystusa. Wskazówką tego są słowa w Dziejach Apostolskich Łukasza: „Przez 40 dni ukazywał się widzącym duszom i mówił o misteriach królestwa bożego” (rozdz. 1,3).

Zaś przesłanie wielkanocne ewangelii opisuje niektóre spotkania uczniów ze Zmartwychwstałym, jakie miały miejsce, kiedy zbierali się na posiłek myśląc o Nim.

Chodziło przy tym o święty posiłek, który w nawiązaniu do wielkoczwartkowej wieczerzy, wspólnie spożywali i doświadczali, iż Zmartwychwstały jest „wśród i w nich” obecny. Tak to ustanowiona w Wielki Czwartek forma obrzędowej wieczerzy wypełnia się na nowo życiem poprzez przekraczającą zmysłowe doznania obecność duchowego Chrystusa. Wspomnienie („…to czyńcie na moją pamiątkę…”) staje się bezpośrednią obecnością tego, kogo wspominamy. Z tego wielkanocnego doświadczenia kręgu uczniów wyłoniła się chrześcijańska msza święta. Jakub Sprawiedliwy, „brat Pana”, nie ten wymieniony w ewangeliach, współkształtował formę Wieczerzy Pańskiej pierwszych chrześcijan.

Zgodnie z tradycją miał on wizje Zmartwychwstałego, które bezpośrednio przyczyniły się do ukształtowania kultowej formy wieczerzy wśród pierwszych chrześcijan.

Został biskupem pierwszej jerozolimskiej wspólnoty chrześcijan i zmarł śmiercią męczeńską.

Rudolf Steiner mówił wyczerpująco w swym wykładzie „Nauki Zmartwychwstałego” (13.04.1922, Haga) na temat treści tych objawień Chrystusa. Ta czteroczłonowa struktura chrześcijańskiej formy nabożeństwa ma swoje źródło w naukach Zmartwychwstałego.

Te cztery człony tworzące kształt zarówno Mszy jak i Obrzędu Uświęcania Człowieka to: zwiastowanie słowa (czytanie ewangelii), ofiarowanie, przemienienie (transsubstancjacja) i komunia. Pierwotna forma mszy świętej ma zatem początek w objawieniach ze świata duchowego. Ona jest potwierdzoną przez samego Chrystusa formą i osłoną jego działania w ziemskim świecie.

Losy kościoła i jego oddziaływanie na mszę

Przez pierwsze trzy stulecia, niebo stało jeszcze otworem nad wspólnotą pierwszych chrześcijan. Dla tych wspólnot duchowe, ponadzmysłowe doświadczenia były na porządku dziennym i występowały często podczas udziału w rytuałach religijnych. Miały one charakter misteryjny. Człowiek żył w takiej świadomości, że przez te obrzędy przekraczał próg innego świata. Na przykład chrzest udzielany w tamtych czasach dorosłym, był jednocześnie związany z przyjęciem do wspólnoty oraz z wyznaniem wiary. Miał charakter inicjacji i odbywał się w szczególnie uroczystej formie, w noc wielkanocną.

Msza miała publicznie jawną oraz dostępną dla nielicznych, zamkniętą część.

Ogólnie dostępne było tylko zwiastowanie słowa, podczas gdy właściwa msza z ofiarowaniem, przemienieniem i komunią była obrzędem wtajemniczenia w misteria, który przeznaczony był dla tych, co w pełni świadomie przez inicjację chrztu i wyznanie wiary przynależeli do niego.

W dziewiątym stuleciu pogłębia się grzech pierworodny kościoła. Ósmy sobór ekumeniczny z 869 roku, na który z dużym naciskiem wskazywał Rudolf Steiner, uznaje troistość natury człowieka, to znaczy jej trójczłonowość- ciało, dusza, duch, za herezję . Pozbawia indywidualnego człowieka duchowego członu jego istoty. Od tego czasu można było mówić tylko o dwoistości organizacji ludzkiej- o ciele i duszy, czyli o dychotomii człowieka. Przy czym duszy zostały przyznane niektóre duchowe przymioty.

Z tym soborowym postanowieniem został zapoczątkowany w kulturze zachodu tragiczny w skutkach rozwój, którego konsekwencje ponosimy do dziś. Żaden indywidualny człowiek nie mógł dłużej uświadamiać sobie swej własnej „boskiej iskry”; czyli tego, co w jego istocie czyni go członem bosko-duchowego świata. Przez to nie mógł tej boskiej iskry w sobie przeżywać i z siebie samego pracować nad jej rozwojem i wzmacnianiem. Na miejsce zabranego człowiekowi duchowego jądra jego istoty, spokrewnionego ze światem duchowym, zasiadł „jedynie słuszny” kościół, który otwierał albo zamykał bramę do nieba. Konsekwencją był i dzisiaj nadal jest paraliż aktywnie dążących do ducha sił ludzkiej duszy. –Soborowy obraz człowieka z 869 roku znalazł swój wyraz także w rzymskiej mszy. W jej tekście wyraża się dualizm, z jednej strony grzesznej, potrzebującej wybawienia, słabej duszy i łaski bożej z drugiej strony. Pomiędzy nimi jest przepaść. Nigdzie nie ma mowy o wewnętrznym napięciu, o wzlocie duchowych sił w człowieku.

W kolejnych stuleciach, w czasie rozwoju świadomości intelektualnej, duchowe znaczenie obrzędu liturgicznego stało się niezrozumiałe, coraz bardziej przeżywane jako ”magiczne Hokuspokus”2. Proces „upadku kościoła w grzech” przyczynił się do tego niezrozumienia. Nie należy się dziwić, że Marcin Luther chętnie określał magiczno-dekadencki świat katolicyzmu jako „Babilon i Egipt”. Reformację przeżywano jako wyjście z tego zwyrodniałego świata.

Jako nowy typ obrzędu religijnego wykształciły się nabożeństwa oparte na kazaniach, które bardziej odpowiadały religijnemu odczuwaniu osób dążących do samodzielności. Niestety została przy tym stracona obiektywna , bezosobista duchowa substancja mszy.

W czwartym wieku po Chrystusie następuje ważny historyczny zwrot w losach kościoła. Chrześcijaństwo stało się religią państwową, kościół zaś związał się ze światem polityki i jego potęgą. Z tym rozpoczął się jego upadek w grzech. Wyparto się możliwości poznania wywodzącego się z inicjacji, poznania, które do tej pory otwierało dostęp do żywego ducha. Według Rudolfa Steinera, w tym czasie utworzono nawet „Kongregacja do wytępienia duchowego poznania”. Kościół stanął jako instytucja pomiędzy ludźmi a światem boskim i kierował przepływem łaski. Objawienie prawdy chrześcijańskiej zostało zdogmatyzowane, a możliwość nowych objawień została zastrzeżona dla papieża albo soborów. Malały bezpośrednie duchowe doświadczenia człowieka, natomiast rosła niepewność dotycząca chrześcijańskich prawd wiary. Przyszedł czas wielkich kościelnych soborów i sporów na przykład o stosunek Syna Bożego do Boga Ojca (Arius i Atanasius).

W kolejnych stuleciach dalej przekształcano Mszę. Szczególnie w części ofertorium dołączono wiele modlitw. Niektóre z nich pochodziły z dobrych „oświeconych” źródeł i prowadziły do pogłębienia mszy. Inne stały się ozdobnikami pomiędzy czterema głównymi częściami mszy, przez co zatarły jej przejrzystą strukturę. Ogólna teologiczna niepewność w rozumieniu Mszy Świętej, spowodowała to, że nie można było jasno rozpoznać jej czystego jądra, pochodzącego ze świata duchowego.

Proces upadku kościoła „w grzech pierworodny” osiągnął swój punkt szczytowy w średniowieczu, około 1200 roku. Jest to czas rozwoju potężnej zewnętrznej władzy oraz przepychu kościoła i papiestwa. Joachim z Fiore nazwał papieża „rzymskim antychrystem”. Kościół obciąża się winą za krew przelaną podczas prześladowań heretyków. Korupcja i upadek obyczajów coraz bardziej szerzą się wśród stanu kapłańskiego. – W tym czasie, w rozwoju mszy, pozbawiono wiernych kielicha. Zostało zapomniane duchowe znaczenie komunii pod dwoma postaciami chleba i wina, przez co utrudniono wiernym dostęp do części dobrych sił.

W toku kontrreformacji na soborze w Trydencie, w roku 1570, doszło do ostatecznego uformowania się liturgii mszy. Mszy, która przez przesadny rozrost już nie była podobna do prostego i pełnego siły początkowego, chrześcijańskiego obrzędu, którym kiedyś była. Niezrozumiana w swym duchowym jądrze, była kultywowana aż do wieku dwudziestego, do 2 soboru watykańskiego w latach 60-tych, kiedy na podstawie tego niezrozumienia zniekształcono ją usuwając z liturgii łacinę, od której działania wiele zależało. Tak ostatecznie przepadła jej substancja.

Obrzęd Uświęcania Człowieka

Po raz pierwszy na początku XX wieku, w historii kultury zachodu, pojawiła się otwarcie Antropozofia, jako nauka duchowa oparta na intuitywnie- obiektywnym poznaniu. Doprowadziła ona do ruchu odnowy kulturalnej obejmującego prawie każdy obszar życia.

Także kościół chrześcijański otrzymał znaczący impuls dla swego dalszego rozwoju poprzez na nowo powstałą liturgię obrzędu pochodzącą „bezpośrednio ze świata duchowego”. Wydarzenie tego rodzaju było pierwszym w historii kościoła.

Było to możliwe dzięki temu, że podczas powstawania nowej chrześcijańskiej wspólnoty religijnej w XX wieku, jej założyciele zdecydowali się szukać pomocy u Rudolfa Steinera, który dzięki w pełni rozwiniętemu wyższemu poznaniu, mógł otrzymać ze świata duchowego objawienie formy liturgii religijnej.

Tak powstały formy liturgiczne Wspólnoty Chrześcijan, jako nowa duchowa rzeczywistość otrzymana „z góry”. To „z góry” oznacza to samo źródło inspiracji, z której czerpało pierwsze chrześcijaństwo, kiedy doszło do powstania chrześcijańskiej formy obrzędowej. W tym nowym objawieniu ukazuje odnowiona msza, Obrzęd Uświęcania Człowieka, tę samą czteroczłonową strukturę, jaką posiadała dawna msza: zwiastowanie słowa, ofiarowanie, przemienienie, komunię. Ta zgodność pokazuje jasno, że istnieje w duchowym świecie duchowy pierwowzór chrześcijańskiej mszy- jest tą samą teraz, jaką była na początku. Ten duchowy pierwowzór mógł poprzez inspirację w okresie wczesnego chrześcijaństwa być przywołany i zanurzony w ziemskiej liturgii mszy.

Z czasem zmętniało źródło inspiracji i z upływem stuleci msza utraciła swoją pierwotną postać. W XX wieku udało się Rudolfowi Steinerowi oczyścić i odnowić mszę przez dostęp do jej duchowego pierwowzoru. Tak cztery główne części nowej mszy, Obrzędu Uświęcania Człowieka, są znowu jasno rozpoznawalne i możliwe do przeżycia jako kroki na wewnętrznej drodze do Chrystusa.

Odnowiona liturgia nie tylko przywraca utracony pierwotny stan mszy. Rozwój świadomości ludzkości, jaki w międzyczasie się dokonał, wniknął w modlitwy Obrzędu Uświęcania Człowieka. Według słów Rudolfa Steinera, od 1879 roku Archanioł Michael jest duchowym regentem naszej epoki. Obrzęd Uświęcania Człowieka pokazuje wyraźnie „charakter michaeliczny”. Obrzęd zwraca się do duchowego jądra istoty człowieka, o którym sobór z 869 roku nie chciał nic wiedzieć, i mówi o jego wewnętrznym wzmocnieniu. Przepaść pomiędzy grzesznym człowiekiem a zsyłającym łaskę Bogiem zostaje przezwyciężona. Siła Chrystusa nie działa jako zewnętrzne błogosławieństwo w „Dominus vobiscum” („Pan z wami” ) dawnej mszy. Lecz działa jako najbardziej wewnętrzna „siła napędowa” ludzkiego ducha wyrażona w „Chrystus w was” Obrzędu Uświęcania Człowieka. Jest w nim nie tylko uwzględniony troisty obraz człowieka, lecz również przeżywamy tu trójczłonową boskość jako Trójjednię. Nie ma w nim sformalizowanego przywołania Trójcy, jak w dawnej mszy, ale jest ona scharakteryzowana w swym działaniu jako Bóg- Ojciec, jako Bóg-Syn i jako Bóg-Duch.

Liturgiczną nowością są modlitwy świąteczne (epistoły) na początku i na końcu Obrzędu Uświęcania Człowieka. One są językiem tu i teraz obecnego Chrystusa, który działa w przemijaniu pór roku i w rocznym rytmie świąt. Odnowiona msza święta również zawiera na nowo ukształtowane wyznanie wiary. Kredo wypowiada chrześcijańskie prawdy tak, jak dzisiaj mogą być one zrozumiane i pogłębiane przez antropozoficzną wiedzę o Chrystusie.

Reformacja Lutra chciała zredukowaną liturgią wyjść naprzeciw dojrzewającym i usamodzielniającym się ludziom. Z jednej strony nowa chrześcijańska liturgia, chce kontynuować dzieło reformacji. Zaś z drugiej strony, życie kultowe Wspólnoty Chrześcijan zwraca się do żyjącej w wolności osobowości człowieka i przywraca jej utraconą przez protestantyzm obiektywność nowej liturgii i ponadosobistą substancję religii.

Tłumaczenie i ilustracja – Anna Kruczek

Konsultacja – Jarosław J.J. Rolka

|29 listopada, 2023|Publikacje|