Przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia

Adwent to taki szczególny czas w roku, gdy nikt nie ma czasu. Ta odrobina czasu, która nam jeszcze pozostała, zdaje się znikać coraz szybciej w miarę zbliżania się Bożego Narodzenia. Pędzimy bez wytchnienia od jednego do drugiego: zebrania, świąteczne spotkania, praca, obowiązki szkolne dzieci, przyjęcia towarzyskie. Do tego zwykłe przygotowania bożonarodzeniowe: sprzątanie i porządkowanie domu, zakupy, gotowanie. Trzeba wybrać, kupić, zapakować i dostarczyć prezenty, wysłać kartki i listy świąteczne. A wszystko to przy dniach, które stają się coraz krótsze. Presja może stać się tak wielka, że niektórzy niemal modlą się o nadejście stycznia – o czas, gdy to wszystko będzie już za nimi.

I tak, krok po kroku — Boże Narodzenie jest rujnowane. Szaleńczy bieg zabija je w zarodku, pozostawiając jedynie nadzieję: “no cóż… może w przyszłym roku” Friedrich Rittelmeyer nazwał tę atmosferę „gorączką bożonarodzeniową”. Określił ją jako jeden z najgenialniejszych i najskuteczniejszych wynalazków „zła”, który oczywiście chciałby nam uniemożliwić doświadczenie prawdziwego znaczenia Bożego Narodzenia.

Prawdopodobnie każdego, choćby w niewielkim stopniu, dotyka ta gorączka, która tak często pozostawia nas rozdrażnionymi i wyczerpanymi u progu Świąt Bożego Narodzenia i dwunastu świętych nocy.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak łatwo temu ulegamy. Wynika to z tego, że nieświadomie przeczuwamy, jak niesłychanie ważny jest czas tych dwunastu świętych dni i nocy. Podskórnie wyczuwamy zbliżanie się wielkiego wydarzenia i czujemy przymus przygotowania się do niego. To przeczucie wypływa z głębi duszy, gdzie mieszka boskość. Właśnie to wewnętrzne przeczucie pcha nas do nadmiaru zajęć. Zbyt łatwo tracimy z oczu to, co istotne, i kończymy bez sił na wewnętrzne przygotowania.

A jednak zewnętrzne przygotowania nie są pozbawione sensu. Wszystkie te zewnętrzne czynności są tylko odbiciem tego, co możemy uczynić wewnątrz siebie, by naprawdę przygotować się na Boże Narodzenie. Pęd do sprzątania domu, pieczenia i dekorowania to przemieniona, zewnętrzna postać innego, głębszego poczucia, które w tych dniach budzi się w duszy: „Muszę uporządkować swoje wnętrze, pielęgnować właściwe myśli i uczucia, aby przygotować się na Tego, który nadchodzi”. I właśnie tego, czego najbardziej potrzebujemy – spokoju do wewnętrznego porządkowania i kontemplacji – chce nas pozbawić gorączka bożonarodzeniowa.

Za prezentami, które szykujemy dla innych, stoi archetyp wszelkiego dawania – dawanie samego siebie. Co roku w Adwencie ten obraz zbliża się do ziemi ze świata duchowego. Jest to archetyp ofiary, duchowy obraz daru. Od momentu stworzenia świata aż do narodzin Chrystusa przybliżał się on coraz bardziej do ziemi. W Boże Narodzenie świętujemy ofiarę Syna Bożego złożoną losowi ziemi i ludzkości. Ukazała się ona w świecie ludzi w osobie Jezusa z Nazaretu. Ewolucja Boga, Jego „stawanie się”, które normalnie jest zakryte przed ludzkimi oczami, staje się widzialne w obrazie stawania się człowieka. Oba są możliwe tylko przez ofiarę.

Stajemy się czymś więcej niż jesteśmy, wzrastamy – tylko przez dawanie siebie. W Adwencie słyszymy wezwanie do stawania się, do przerastania siebie. To głębszy impuls stojący za wszelkim dawaniem. Podarowanie komuś prezentu może oczywiście przynieść radość, ale jeśli dajemy samych siebie, jeśli jesteśmy dla innych, wtedy naprawdę przygotowujemy Boże Narodzenie. Dawanie bowiem czegoś z własnego ja tworzy w duszy wolną przestrzeń – wolną przestrzeń, w którą może narodzić się Chrystus, gdy nadejdzie Święta Noc.

Autor: Jim Hindes

Tłumaczenie i opracowanie: Grzegorz Kozioł

|1 grudnia, 2025|Artykuły|