Obserwując nasz oddech, możemy zauważyć, że na końcu wydechu znajduje się punkt zerowy, rodzaj drzwi, przez które przechodzimy, aby zacząć ponowny wdech. Przechodzimy przez tę bramę, wdychamy tyle, ile zdołamy; a potem przechodzimy przez kolejny punkt zerowy, kolejną bramę i zaczynamy ponowny wydech.
Z każdym wdechem przyjmujemy świat; jednocześnie, na subtelnym poziomie, przychodzimy do samych siebie. Wydychając, dajemy światu coś z siebie (nasz oddech, być może nawet nasze słowa). Na subtelnym poziomie, wydychając, puszczamy samych siebie.
Narodziny i śmierć są również bramami, częścią większego cyklu oddychania. Kiedy się rodzimy, obecni przy tym z niepokojem wyczekują naszego pierwszego wdechu i wynikającego z niego krzyku. A u kresu naszego ziemskiego życia następuje ostatnie westchnienie, gdy wydychamy naszą duszę i ducha z naszego ciała w zielone pola Ojca.
W dzisiejszym czytaniu Chrystus nazywa siebie bramą. Prowadzi nas przez bramę od oddechu do oddechu, przez drzwi za drzwiami, utrzymując nas przy życiu. Jest On także bramą prowadzącą do życia ziemskiego i z niego wyprowadzającą. „Każdy, kto wejdzie przeze Mnie, odnajdzie uzdrowienie i życie” – mówi. „Nauczy się przekraczać próg stąd tam i stamtąd tu i znajdzie pokarm dla swojej duszy…” Jan 10:9
Zdumiewającym faktem jest to, że sam Chrystus oddycha. Stał się człowiekiem, aby spleść ludzkie oddychanie z większymi rytmami kosmicznymi, aby spleść ludzką konieczność z wewnętrznym wyborem.
Podczas Obrzędu Uświcania Człowieka słyszymy w siedmiokrotnym rytmie: „Chrystus w was”. Wdychamy Go; On jest siłą życiową, utrzymującą nas przy życiu. Możemy wydychać w świat Jego pokój, Jego miłość, Jego zachętę. On jest siłą uzdrawiającą w równoważeniu tego, co wewnętrzne i zewnętrzne.
Z Nim bezpiecznie kroczy się przez drzwi za drzwiami, za kolejnymi drzwiami.
Cynthia Hindes
Opracowanie: Grzegorz Kozioł